Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
209 postów 4676 komentarzy

come nembo

roux - come nembo che fugge col vento

Czy kanciarze i kanty pochodzą od Jana Kantego, świętego?

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Jan Kanty powinien być wymazany z liczby błogosławionych i zwłoki jego mają być wyrzucone z kościoła

 Doktorowie Akademii Krakowskiej, nienawidząc teologii molinistów, dlatego że nienawidzili jezuitów, trzymali się sentencji św. Tomasza, który był dominikaninem.

Chcąc jednak mieć własnego doktora, którego by naukę tak szanowano, jak na przykład Augustyna, Tomasza z Akwinul ub tym podobnych doktorów, postanowili u siebie podnieść stopniami do tej dostojności Jana Kantego. Już zwłoki jego blisko od trzech wieków wystawione były w kościele kollegiaty św. Anny ku czci powszechnej, wszelako Jan Kanty w nowym brewiarzu nie mógł być umieszczony bez dekretu rzymskiego. Trzeba było wystarać się; dla niego o tytuł błogosławionego, co akademicy uzyskali jeszcze w wieku XVII za panowania w Polsce Jana III, a Inocentego XI w Rzymie.
Pobożna akademików starszyzna składała znaczne pieniądze na kontynuację procesu kanonizacji, która miała podnieść Jana Kantego do liczby patronów polskich, do czci w całym kościele katolickim powszechnej, do stopnia doktora kościoła i do liczby świętych.
Na nieszczęście został papieżem Lanbyrtyni pod nazwiskiem Benedykta XIV sławny, który prezydując wprzód długo w kongregacji obrządków przypatrzył się niezliczonym nieprzyzwoitościom. jakie się trafiać zwykły w kanonizacji świętych. Nie były mu oraz tajne wielorakie szydzenia, które czynili z przyczyny zagęszczonych kanonizacji nie tylko uczniowie Lutra i Kalwina, ale nadto nowi filozofowie między katolikami zagęszczeni. Zaczem Benedykt XIV w sławnym swym dziele De Canonisatione sanctorum tyle położył trudności i tak się ich statecznie trzymał, że żadnej kanonizacji za życia jego nie było, a zatem i sprawa bł. Kantego musiała pójść w odwłokę.
Dopiero po śmierci Benedykta XIV akademicy wszystkimi siłami i kosztem postanowili poprzeć tę sprawę. Klemens XIII wcale inaczej od swego poprzednika w tej mierze myślał: jego życzeniem było, aby jak najwięcej kanonizował świętych, lecz wszelako kongregacja obrządków trzymała się reguł Benedykta XIV. Sprawa bł. Kantego z tej strony najlepsza, że w niej dowodzono tak dawną cześć wyrządzaną mu od ludu, życie jego pełne cnót i pobożności, nie zbywało nawet na cudach, które fizycy i doktorowie za prawdziwe uznali.
Nie chodziło więc o to, czyli ma być świętym, lecz o dowody, czy wart być doktorem kościoła: wypadło więc złożyć jego dzieła teologiczne i komentarze na Pismo Św. Sprowadzono wszystkie autografy do Rzymu, które tak niepomyślny sprawiły skutek, że zamiast kanonizacji ledwie nie wypadł dekret zdjęcia z ołtarza zwłoków świętego  człowieka i pogrzebania ich haniebnie jako heretyka.
Wiedzieć albowiem potrzeba, że Jan Kanty żył w owym czasie, kiedy schizma przez wybranie kilku antipapów rozdzierała kościół przed concilium konstancjeńskim. Władysław Jagiełło i z nim Akademia Krakowska utrzymywali stronę Jana XXIII. Mimo to jednak Akademia Krakowska sądziła za najlepszy środek zwołanie concilium. Władysław Jagiełło, szwagier Zygmunta cesarza, skutecznie swą perswazją do tego pomógł, że cesarz zwołał biskupów do Konstancji, którzy mieli zaradzić tak gorszącemu rozdzieleniu. Na popierane przez cesarza i króla polskiego środki przystała Francja i wszystkie katolickie państwa. Akademia Paryska i Krakowska najwięcej tam figurowały przez swych doktorów. Chcąc zaś utrzymać, że nic innego schizmy uspokoić nie może, tylko concilium generalne, trzeba było okazać, że to wyższe jest nad papieża, że go może sądzić i nawet z urzędu złożyć. Jan Kanty, który był podówczas profesorem teologii, takowe zdanie na swych publicznych utrzymywał lekcjach i bardzo mocne mię­dzy swymi dziełami zostawił w tej mierze pisma; nauka jego w on czas przyjęta została, wszyscy mniemający się być papieżami złożeni i odsądzeni. Concilium wybrało nowego papieża pod imieniem Marcina V, pomimo prawa, które samym tylko kardynałom służyło; lecz Marcin V otrzymawszy dostojność papieską, znów po rozpuszczeniu concilium wydał bullę, w której wszystkie dekreta konstancjeńskie tyczące się powagi stolicy rzymskiej uchylił i za nieprawe uznał, mimo jednak tego Akademia Paryska i Krakowska przy swej i concilium konstancjeńskiego nauce zostały, co było powodem wielu przykrości, które znosić musiało zgromadzenie Akademii Krakowskiej, nim Władysław Jagiełło przejednał za nich Marcina V. Czas zatarł wszystkie kłótnie, manuskrypta Jana Kantego nie były więcej czytane, posłano je do Rzymu w mniemaniu, że tak święty człowiek nie mógł nic pisać przeciw władzy papieskiej; lecz jak tylko dostały się do kongregacji obrządków, jak postrzeżono w nich propozycje, które teologowie rzymscy heretyckimi być mienią, kongregacja zgodziła się, że Jan Kanty nie tylko dostojności doktora kościelnego uzyskać nie może, ale nadto powinien być wymazany z liczby błogosławionych i zwłoki jego mają być wyrzucone z kościoła. Żołędziowski, wyznaczony od Akademii do tej sprawy plenipotent, dowiedziawszy się o tak niepomyślnym kongregacji wyroku, niczego nie oszczędził, dopraszając się, aby sentencja publikowana nie była, póki by nie złożył rady z adwokatami rzymskimi na wynalezienie środków uratowania sprawy, tak długo ciągnącej się, a której niepomyślny skutek zrobiłby wielkie zgorszenie, gdyby zwłoki świętego, szanowanego publicznie przez tyle wieków, z kościoła wyrzucone zostały. Kosztowna konferencja podała sposób, aby Akademia Krakowska dowiodła, że pisma w kongregacji złożone nie są Jana Kantego.
Przeszło dziesięć lat pracowali nad tym akademicy, aby go zrobić doktorem kościoła, 6 lat kosztowało ich znowu, aby można zaprzeć, że pisma teologiczne i komentarze nie są jego, lecz innego Jana. Wyznaczano na te komisje kilkakrotne, nie tylko do zrewidowania metryki, w którą imiona akademików zapisywane były, ale nawet wszystkich starych manuskryptów teologicznych i opinii, jakie się utrzymywały w szkole krakowskiej około wieku XV. Aby więc zrobić Jana Kantego świętym, musieli akademicy zaprzeć mu sławy rozsądnego teologa i zaprzestać popierania wyniesienia go do dostojności doktora kościelnego.
Pokazano w metryce innego Jana, który był równie teologiem w wieku XV, i tym sposobem kongregacja zaspokojona wydała nareszcie wyrok, że błogosławiony Jan Kanty może być umieszczony w liczbie świętych i podany ku powszechnemu uszanowaniu w całym katolickim kościele. Sprawa ta kosztowała akademików od czasu wysłania Żołędziowskiego do Rzymu przeszło 300 000, rachując zaś ceremonię kanonizacji i wszystkie koszta, począwszy od Inocentego XI, dochodzi blisko miliona.
 
Hugon Kołłątaj „Stan oświecenia w Polsce w ostatnich latach panowania Augusta III".
 
Kołłątaj Hugo,
ur. 1 IV 1750, Derkały Wielkie (Wołyń), zm. 28 II 1812, Warszawa,
działacz i pisarz polityczny, organizator nauki i oświaty, filozof, ksiądz.  
(Encyklopedia PWN)
 
[gr. étymon ‘prawda’, ‘istota’, ‘znaczenie’, lógos ‘słowo’, ‘nauka’],
językozn. pochodzenie wyrazu, źródłosłów; także dział językoznawstwa zajmujący się badaniem pochodzenia i pierwotnego znaczenia wyrazów na podstawie analizy ich budowy morfologicznej, w ujęciu hist.;
 
kant pot.
oszustwo
 
kanciarz pot
człowiek świadomie wprowadzający kogoś w błąd  (SJP PWN)

KOMENTARZE

  • nie pochodzą, juz prędzej od Hugona Kołłątaja
    i jeśłi kogokolwiek miałbym wyrzucać z panteonu, to tego ostatniego właśnie.

    A cały wątek dotyczy jak widać koncyliarystycznych poglądów świętego

    pozdr
  • @MacGregor 09:50:23 witam, dziękuję za komentarz
    Jan Kanty jest niewinny, to oczywiste; narozrabiali profesorowie Akademii krakowskie

    pozdr
  • do jednopała, może Janowi Kantemu nie spodobał się list papieski
    "Wiedz, że interesy Stolicy Apostolskiej, a także twojej korony czynią obowiązkiem eksterminację Husytów. Pamiętaj, że ci bezbożni ludzie ośmielają się głosić zasadę równości; twierdzą, że wszyscy chrześcijanie są braćmi, i że Bóg nie dał ludziom uprzywilejowanym prawa władania narodami; utrzymują, że Chrystus przyszedł na świat aby znieść niewolnictwo; wzywają ludzi do wolności, to znaczy do unicestwienia królów i kapłanów.(...) Teraz, kiedy jeszcze jest czas, zwróć swoje siły przeciwko Czechom, pal, zabijaj i czyń wszędzie pustynię, gdyż nic nie jest bardziej miłe Bogu, ani bardziej pożyteczne dla sprawy królów, niż eksterminacja Husytów."
    List do króla Jagiełły od papieża Marcina V
  • Witaj
    || Sprawa ta kosztowała akademików od czasu wysłania Żołędziowskiego do Rzymu przeszło 300 000, rachując zaś ceremonię kanonizacji i wszystkie koszta, począwszy od Inocentego XI, dochodzi blisko miliona. ||

    Zawsze jest ryzyko zwrotu z inwestycji :))

    Tylko co to ma wspólnego ze "świętych obcowaniem"?

    ...... bo z naukami biblijnymi zero, null.

    Czy biorąc pod uwagę takie ścieżki awansu, modlitwy do (takich) świętych, nie są jednym wielkim "kantem"?

    Pozdrawiam
  • @via vitae 10:37:30 witam,
    /jednym wielkim "kantem"?/ o tym świadczy zachowanie papieża Benedykta XIV, który dla dobra KRK nikogo nie kanonizował ;-))

    Pozdrawiam

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
    123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

ULUBIENI AUTORZY