Ten film jest elementem propagandy wyborczej Tuska

 Odzew środowisk kościelnych na film „Tylko nie mów nikomu” nieodparcie przypomina groteskowe  opowiadanie Sławomira Mrożka „Wspomnienia z młodości”, w którym młody geodeta relacjonuje reakcje uczestników wiejskiego zebrania na demaskatorskie wystąpienie Pisarza

 
„Tu dzień sądny się zaczął. Pisarz głos podniósł i podjął nieubłagane czytanie, a chłostani nim winowajcy jeden po drugim padali. Coraz to w innym kącie huk się rozlegał i lament a zawodzenie wybuchało. Po księgowym i zastępcy — pomniejsi i słabsi się łamali. Od źdźbeł i gwoździ, od kur i gęsi — ten wołał, że ukradł psa i żałował, i kary na siebie żądał, tamten prosił, żeby mu w twarz rzucić, jako skoble wynosił, a potem grubsi nieco i zatwardzialsi, od bydła, koni i plonów — a ja czekałem, aż do onego pola dojdzie, bobym się dowiedział, ile go być powinno, mierzyć bym od nowa nie musiał i mordęgi bym zaoszczędził. Byli i tacy, co za czapkami się oglądali, żeby na posterunek lecieć i od razu zeznać. Ale trzeba też powiedzieć, że nie wszystkich jeszcze dosięgło; ci na twarzach byli czerwoni albo bladzi, siłowali się ze sobą, oczy szkliwem im zaszły i — zacięci — coraz to porywy szlachetne w sobie tłumili, jak mogli. Ale widać było, że słabną, że obrona długo trwać nie może, zaś końca czytania poematu wcale jeszcze widać nie było, jak zaś wiedziałem, że w zapasie są jeszcze aforyzmy. W tym to zamęcie, jako obcy w powiecie spokojniejszą od innych głowę mając, ciekawie się rozglądałem i wnet zobaczyłem, że co najtęższe tuzy, którym pewnie i las, i pole, i Bóg wie co jeszcze dziwne nie były — pod ścianą się zebrali i się zmawiają. Widać, że ich też czytanie szczerbi, że ich wątli, ale taka w nich siła nadludzka była, taka zatwardziałość, że nie tylko dotąd się nie przyznali, ale swoje do siebie szeptali, jakby radząc, a między nimi świeciła przewodniczącego głowa. Lecz w tej chwili uwagę odwrócić musiałem, bo jakiś staruch boleśnie na nogę mi padł, bełkocąc coś o dylach jakichś, co je wspólnie z synowcem Maciejem przy pełni wyciągali. Przez chwilę trwało, ażem stopę spod skruszonego dziada wyszarpnął, a potem jeszcze rozcierać ją musiałem. I dopiero na krzyk nagły, powszechny, głowę podniosłem. Przez mgnienie jeszcze pisarza widziałem, jak arkusz z poematem w ręku trzymał, ciągle czytając, a na głowę worek zgrzebny mu zarzucono — a potem światło zgasili. Zerwałem się, lecz cios ostry od dołu otrzymałem i pogrążyłem się w mroku i nicości.”
 
         Po filmie Sekielskiego, biskupi Polak i Gądecki przepraszają ofiary księży pedofilów, redaktor Hołownia przyznał się, że miał ochotę się porzygać;  z drugiej strony abp Głódź mówi „nie oglądam byle czego’ a bloger @Coryllus udziela rad praktycznych jak się bronić. Zauważa przy tym że, „film Sekielskiego nie jest poważną próbą zmierzania się z problemem, a jedynie elementem propagandy wyborczej Tuska i Schetyny”
 
„Jeśli Kościół nie podejmie jakiejś kontrakcji, będzie tylko gorzej. Moja propozycja jest następująca – w każdej parafii zbiórka na produkcję polemicznego obrazu. Potem wynajęcie Grzegorza Brauna do reżyserii tegoż, co będzie z pożytkiem i dla Kościoła i dla Brauna i dla polityki. Następnie powstanie filmu, który jasno wskaże to, czego nie pokazał Sekielski – wszystkie grube sprawy o molestowanie dotyczą lat osiemdziesiątych, kiedy Kościołem rządzili Kiszczak z Jaruzelskim. To raz. Dwa – Wałęsa i jego ludzie, którzy musieli wiedzieć o upodobaniach księdza Cybuli. Wreszcie trzy – postawa kardynała Nycza, biskupa Gocłowskiego i biskupa Markowskiego, którzy w tym filmie występują, postawę tę warto ocenić, ale trzeba to zrobić inaczej niż Sekielski, który – jeśli nie liczyć martwych bohaterów takich jak Jan Paweł II – kieruje oskarżenia głównie pod adresem kardynała Nycza i jego ludzi. To dość znamienne, bo zbiega się z krytyką kierowaną przeciwko tym hierarchom przez prawicowych oszołomów. Krytyka ta nie dotyczy pedofilii co prawda, ale skoro się zbiega, to może na tej podstawie da się wyjaśnić, skąd naprawdę bierze się pedofilia w Kościele i jaka jest jej skala. Tyle uwag na początek najgorszej kampanii wyborczej w dziejach kraju.”
 
Dość nieoczekiwanie uzasadnienie rad Coryllusa znajdujemy w słowach byłego posła Jerzego Dziewulskiego
 
„W rozmowie z „Wprost” były poseł SLD i milicjant, antyterrorysta oraz komandos pracujący kiedyś na Lotnisku Okęcie zwraca uwagę na problem współpracy kleru z SB. Ekspert podkreślił, że przykładowo ks. Henryk Jankowski był tzw. informatorem wpływów a była to najwyższa forma współpracy. Dziewulski zaznaczył, że obecnie trudno jednoznacznie stwierdzić, na kogo donosił kapłan. – Tego nie wiemy, bo wszystkie teczki personalne kleru zostały przekazane Episkopatowi albo, jak przypuszczam, zniszczone. To była najprawdopodobniej niepisana umowa z Czesławem Kiszczakiem, ale być może też z ludźmi Solidarności. Sprawa prosta – teczki w zamian za wsparcie. Za wsparcie Okrągłego Stołu, nowej władzy, a także, choć tego oficjalnie nie wiem, za gwarancje, że w przyszłości ci, którzy doprowadzili do obalenia systemu, nie podlegaliby osądzeniu – wyjaśnił w rozmowie z Wprost.
Dziewulski przyznał, że Kościół to była jedyna grupa społeczna rozpracowana metodycznie. – Rozmawiałem z byłymi funkcjonariuszami SB z Departamentu IV, czyli do spraw Kościoła. Powiedzieli mi tak: Kościół składa się z ludzi, a księża są szczególnie słabymi ludźmi. To są mężczyźni postrzegani jako niemęscy, nietwardzi, poddający się słabościom. Dlatego SB wśród księży bez kłopotów łowiło agentów i współpracowników. Szacowałem, że nawet 30 proc. duchownych było zarejestrowanych, ale znajomy z SB tylko się śmiał i przekonywał mnie, że dużo więcej. Powiedziano mi oficjalnie: żaden ksiądz nie przyszedł do SB z własnej woli, wszystkie werbunki były oparte o szantaż. Gdy było przypuszczenie, że można znaleźć haka na księdza, zakładano mu podsłuch, robiono rozpoznanie, kontrolę operacyjną i za tydzień bezpieka wiedziała już wszystko – tłumaczył.
Specjalista ds. bezpieczeństwa powiedział w rozmowie z Wprost, że chodziło przede wszystkim o dowody na skłonności homoseksualne, czynności pedofilskie, posiadanie dzieci czy kochanki. – Prawda jest taka, że gdyby Kościół chciał się rozliczyć z pedofilii, wystarczyłoby zajrzeć do teczek. Pytanie, czy one są, bo sądzę jednak, że przynajmniej znaczna ich część została zniszczona. Skutek jest taki, że Kościół dziś udaje, że szuka pedofili, a miał ich na talerzu. No ale Kościół nie będzie walczył sam ze sobą. Gdyby teczki ujrzały światło dzienne, nie mam wątpliwości, że Kościół jako instytucja po prostu by upadł – ocenił.
Dziewulski dodał, że w przeszłości mówiono o pedofilii, jednak te sprawy przechodziły bez echa. – Sam służyłem jako ministrant do mszy, do czasu, aż kumpel opowiedział, że jest molestowany przez księdza. Matka zabroniła mi już chodzić pod ołtarz. Księża byli kompletnie bezkarni – stwierdził.”
 
S. Mrożek „Wspomnienia z młodości”, corrylus.pl

zdjęcie; Instagram